Ninja Gaiden II – Wrażenia na gorąco
Opublikował/a Aem w dniu 24 listopad 2008
“Tak to właśnie jest przysiadać z wielkimi oczekiwaniami do jednej z najbardziej przehype’owanych gier ostatnich miesięcy” – stwierdziłem odkładając trzystasześćdziesiątkowego pada po pierwszej, zapoznawczej sesji z Ninja Gaiden II. Hype, oczekiwania, obietnice, to wszystko towarzyszyło najnowszemu odcinkowi przygód Ryu Hayabusy, po raz pierwszy w wersji na sprzęt MS.
Już na wstępie zapowiadam, że nie będzie to typowa recenzja, lecz zbiór spostrzeżen i odczuć, które moga przydać Ci się, drogi Czytelniku, jesli znajdziesz się w sytuacji, w której wielu Graczy w Polsce, wybierających “legalną ścieżkę mocy” znajduje się i to nader często. Ową sytuacje nazwać można – “Hmm.. na co będzie najkorzystniej wymienić i ile dopłacic” [stosowny artykuł w drodze]
Wracając do najmłodszego dziecka Team Ninja ostatnich miesięcy, ja do NGII przystępowałem z pozycji zupełnego laika, który co prawda niejedną gre juz w życiu przetrawił, jednak z ową serią do czynienia jeszcze nie miał. I tak oto rys fabularny rzuca nas w banalną dość historię, według której Ryu Hayabusa musi odzyskać pewien skradziony posążek, przy którego pomocy straszliwe Demony chcą wybudzić i przywrócić do hmm “życia” największego z nich. Oczywiście do pomocy mamy jak to bywa często w produkcjach od Team Ninja – dość tanio ubraną i o nader dziwkarskim wyglądzie niezłą cycatkę, która to w całą akcje wplątuje się przypadkiem, mając tylko pewne informacje do przekazania dla Ryu. Ten ostatni z kolei jak to ninja – odarzony został całkiem bogato:) Ale już spiesze z wyjasnieniami.. Nas bohater ma do dyspozycji kilka rodzajów broni białej, którą zyskujemy wraz z rozwojem fabuły, pojawiają się rownież różne odmiany broni miotanej oraz czary. Wszystko to możemy level-up’ować w trakcie gry, za tamtejszą walutę – żołte punkty Karma.
Misje są dosyć różnorodne i rozrzucone po całym świecie. Żeby nie spojlować nadmienie tylko iż trafimy m.in do Europy, Azji czy Ameryki Północnej. Miejscówki pomyślane są całkiem nieźle, z dużą liczbą detali i wiernie oddanymi charakterystycznymi dla danych obszarów szczegółami. Modele postaci są wykonane z należytą dbałością o szczegóły i są animowane porządnie. Można przyczepić się jednak w tym miejscu do pewnego felera który chataktersyzuje gry spod znaku tego developera, tj. zbyt plastikowego wyglądu modeli postaci, które często nienaturalnie połyskują i dają wrażenie jakby zbudowane zostały z kilku plastikowych elementów, które za dotknięciem czarodziejskiej różdzki panów z Team Ninja nagle zaczęły się poruszać.
To pierwszy z poważniejszych minusów jakie zaobserwowałem. Na szczęscie na jeden minus przypada tu kilka plusów, więc nie jest w ogólnym rozrachunku tak źle. Jeśli jednak już przy wadach tej pozycji jesteśmy, należy nadmienić również o niewidocznych scianach, które to nie powinny w XXI wieku na konsoli next-gen mieć miejsca. Autorzy, a szczegolnie level designerzy powinni albo nie pozostawiać miejsc w które można chciec sie udać jednak wowczas niewidoczne sciany nas blokują, lub panowie odpowiedzialni za te ograniczenia powinni bardziej wziąć się do pracy, gdyż strasznie obniża to wrażenia artstyczne.
A propo realizmu, to ciężko mówic w nim w normalnym tego słowa znaczeniu, bo gdzie przecież znajdziemy w obecnych czasach bandę gadających po japońsku wilkołaków, czy starającego się opanować Stany Zjednoczone demona. Wszystko idzie tu zatem o efektowność. Jak już wspomniałem na początku, fabuła tutaj jest. I właściwie na tym zakonczyc mozna poruszanie tej kwestii.
Więc jak ma się sprawa z tą efektywnością, co przecież ma przełożenie również na grywalność. Na szczęście w tej materii jest dobrze. Tworcy postawili wyraźnie na spektakularne walki, efektowne wykończenia przeciwników oraz cieszące każde zeschizowane oko egzekucje. AI przeciwników stoi na zadowalającym poziomie, zaś poziom trudności, od zawsze bolączka serii (wszak ciężko było we wcześniejszych odsłonach dogodzic zarówno hardkorowcom jak i casualom) tym razem jest nieźle wyważony. Cięzko jest się tu zaciąć, nie mamy nawet mapy, gdyż szybko zgodzimy się z ludzmi z TN, że byłaby tu ona raczej niepotrzebna, gdyż narzucono nam raczej liniową ścieżkę na której ciężko będzie sie zgubić i zaciąć.
Jesli chodzi o same walki, to jest to kolejny plusik dla NGII. Jak pisałem akapit wyżej – jest efektownie. Ryu dzięki swojej umiejętności, szybkiego uniku, bądź biegania po ścianach, może sadzic naprawde ciekawe kombosy wraz z bardzo smakowitymi wykonczeniami przeciwników. Dość powiedzieć że duże 3/4 gry spędzimy tu na nieustannych walkach, zaś te malutkie 1/4 to do bólu proste zagadki, czy eksploracja bez prowadzenia żadnych działan zaczepnych.
Miało nie być recenzji, ale tak się rozpędziłem z wypunktowywaniem wszystkich “za” i “przeciw” najnowszej odsłonie Ninja Gaiden na konsole stacjonarne (w międzyczasie pojawiła się również wersja na Nintendo DS o podtytule.. DS (Dragon Sword) że nie omieszkam pokusić się o wystawienie koncowej noty, wystawionej przez Gracza po raz pierwszy sytkającego się z serią. Uważam, że warto pokusić się o sprawdzenie tej gry w akcji, gdyż oferuje naprawde solidny kawałek mocno przepełnionego czystą akcja gameplayu. Troszkę to odmóżdżająca rozrywka, gdyż przez większość gry siekamy napotkanych przeciwników, jednak myślę że jatka jest przednia i naprawde warto zagłębić się w najnowszą część Ninja Gaiden, oznaczoną rzymskim numerkiem II.






Stasio powiedział/a
Text napisany w miły dla oka sposób – mimo pewnych błędów (powtórzenia – np. plastikowy, szczegóły, realizm) bardzo przyjemnie sie czytało, i to nie fragmentami, a w całości.
Zachęcił do zapoznania sie z pełną recką, a autorowi gratuluje przyjemnej pre-recenzji.