Prince of Persia – Recenzja
Opublikował/a Aem w dniu 24 styczeń 2009
Lubie gry ambitne. Takie, które dają naprawde pięknie opowiedzianą historię, charakterystycznych bohaterów, których rozmaite teksty bądź zachowania zapadną nam w pamięc na długo. Lubie też, gdy gra nie jest oparta na prostackich zasadach i daje Graczowi poczucie uczestniczenia w ważnej, pięknej i niezapomnianej historii. Lubie nową część Prince of Persia.
Słowem przypomnienia – Prince of Persia to seria gier z charyzmatycznym Księciem w roli głownej, która święciła swoje największe triumfy na konsolach poprzedniej generacji. Panowie developerzy z Ubisoft Montreal wskrzesili klasyczne przygody Księcia z bardzo oldschoolowych czasów, przy okazji każdej past-genowej części nieco bawiąc się klimatem gry.
Obecnie mamy 2009 rok, a w ostatnim miesiąciu roku poprzedniego, na Xboksie 360, PS3 oraz PC zawitała nowa, pierwsza na konsolach obecnej generacji część PoP. Bardzo kontrowersyjna z racji gameplayu, jednak z pewnością pięknie wykonana (cel-shading!), okraszona dwójką zapadających w pamięć bohaterów oraz piękną historią. Ale po kolei.
Pewnego razu Książe podróżował przez piękną kraine w poszukiwaniu swojego osiołka, przy pomocy którego przewoził zdobyte w tajemniczy sposób niemałe kosztowności. Dokładnie w tym samym czasie piękna księżniczka Elika uciekała przed bandą żołnierzy nasłanych przez jej ojca, chcących pojmać ją za wszelką cene. Dalej w wyniku zrządenia losu Książe ratuje Elike z opałów, jednak wpada z deszczu pod rynne i w wyniku pewnych zawirowań oboje stają w obliczu ratowania świata przed złym bogiem Ahirmanem, który po wiekach niewoli wydostał się na świat. Jedynym sprzymierzenciem początkowo niechętnej sobie dwójki są moce dobrego boga Ormazda.
Tak oto poznawszy rys historyczny, wkraczamy do świata Prince of Persia. Tajemnicza kraina po której przyjdzie nam się poruszać, posiada swojego rodzaju bazę wypadową w postaci świątyni, z której dostępne (początkowo nie w pełni) mamy 4 odrębne “światy”. Te z kolei podzielone są na jeszcze mniejsze 4 obszary. Zadanie naszej dzielnej pary polega na uzdrowieniu każdego z nich, początkowo opanowanych przez ciemne siły Ahirmana.
Podczas przemierzania danego terenu rozgrywka opiera się w lwiej części na elementach platformowych, w klasycznym, dosadnym tego słowa znaczeniu. Początkowo, przemierzając kraine, która nie jest jeszcze przez nas uzdrowiona, oprócz pojawiających się bardzo rzadko przeciwników czy wyskakujących gdzieniegdzie przeszkadzajek, naszymi głównymi przeciwnikami będą wszelkie półki, gzymsy, drążki oraz ściany, po których to musimy umiejętnie się poruszać. Tutaj ujawnia się jeden z najbardziej kontrowersyjnych elementów nowego PoP’a – niemożność zginięcia. Tak, tak, otóż zawsze, gdy spadniemy w przepaść, Elika chwyta naszego Księcia za ręke i wciąga z powrotem na miejsce w którym się potknął. Co można o tym sądzic? W tym miejscu pojawiają się argumenty malkontentów, że casual-gaming dopadł także i nowego Prince, że jest to bardzo lamerskie rozwiązanie. Jednak ja powtórze argument wałkowany od momentu, gdy ów temat rozpoczął wywoływać spory wśród Graczy – jaka jest różnica czy po nieudanej akrobacji i spadnięciu w przepaść widzimy na ekranie napis Game Over i zaczynamy od początku, czy też Elika zgrabnie wyciagnie nas z opresji z powrotem na miejsce akcji? Wg mnie jest to bardzo przyjemna nowinka, która dodatkowo wzmacnia poczucie więzi między bohaterami, która gra tutaj przecież rolę pierwszoplanową.
A’propo roli, jaką odgrywa tutaj współpraca bohaterów. Gdyby nie nacisk właśnie na ten element gameplayu, wówczas rozgrywka była by zupełnie inna, gdyż opiera się ona praktycznie ciągle na wspólnym działaniu Księcia oraz Eliki. Jak już wspomniałem na początku, para jest w pierwszych chwilach niezbyt przyjazna sobie (a właściwie to Elika nie jest zbyt chętna do wspólnego działania z Księciem, jakkolwiek to brzmi…:) Gdyby dobrze się przyjrzeć, to praktycznie każdą czynność w grze wykonujemy wspólnie – walczymy z przeciwnikami, bossami, zbieramy ziarna światła, wykonujemy skoki, czy po prostu przez cały czas biegamy i rozmawiamy razem. Jest to bardzo świeży pomysł, który sprawia że jest nam naprawde łatwo utożsamiać się z parą oraz zżyć z wydarzeniami, które obserwujemy na ekranie.
Co do kolejnego ważnego elementu, czyli grafiki, wykonania oraz ogólnego wrażenia jakie daje gra, muszę napisać że jest wg mnie cudowne. Cel-shading był tutaj dość odważnym eksperymentem, który jednak w parze z nieco zmienioną konwencją nowego PoP’a (piękna, epicka baśń) pasuje swietnie. Ręcznie rysowane postacie prezentują się naprawde pięknie, są fachowo animowane, podobnie jak i wszelkiego rodzaju przeciwnicy. Nie ma ich może zybt wielu, jednak każda walka z nimi przedstawiona jest w iście epicki, pełen patosu sposób. W kluczowych momentach gry, obserwujemy piękną zabawe kolorami, perspektywą, prawdziwą eksplozje barw, które dodają nam uczucia brania udziału w pięknie opowiedzianej historii. Jak przystało na konsole obecnej generacjai, nie ma problemu z aliasingiem czy dorysowywaniem się otoczenia. Nieraz przydzie Ci, drogi Czytelniku, zatrzymać się na moment by podziwiać piękną panoramę krainy! 
Czym byłaby piękna baśń, bez wspaniałej muzyki? W nowym PoP’ie strona dźwiękowa co prawda różnorodnością nie grzeszy, jednak dominujące spokojne utwory świetnie wpasowują się w wydarzenia na ekranie, potrafiąc przyspieszyć, czy zmienić swój charakter w odpowiednich momentach.
Warto wspomnieć również o stałym elemencie platformówek, tj. motywie zbieractwa. Otóż ten element, jest w nowej odsłonie Prince of Persia ograniczony do jednego rodzaju stuffu – ziaren światła. Ich liczbę, można odbierać jako kolejne małe nawiązanie do baśniowego charaketru gry, jest ich dokładnie 1001, podobnie jak “Baśni 1000 i jednej nocy”. Ziarna światła zbierane są przez Księcia, by powiększyć moc Eliki, dzięki której będzie ona mogła posiąść coraz to nowsze moce Ormazda. Dzięki nim osiągamy w miarę postępów w grze możliwość dobrnięcia w nieosiągalne wcześniej tereny. Wracając do ziaren światła – są one skrzętnie poukrywane po całej krainie i o ile zebranie 800 czy 900 nie będzie problemem, tak skompletowanie całego 1001 to bardzo ciekawe wyzwanie. Co nie znaczy jednak, że nużące, gdyż ekslopracja terenu w PoP to jedna z najprzyjemniejszych jakie ostatnio miałem okazje przeprowadzać w grach.
Słowo należy się również całej historii. Co sprawia że gra jest taka baśniowa? Otóż połączenie bardzo ładnej, zgrabnie poprowadzonej fabuły wraz z pięknym wykonaniem. Nasza para lubi rozmawiać, dowiadywać się o sobie, a czasem nawet zabawiać się w głupkowate gry słowne. Ich ciągłe zżywanie się w miare postępów w grze sprawia, że przy samym końcu obserwując interesujące zawiłosci fabuły oraz zwroty akcji, czujemy się naprawde bardzo blisko bohaterów. Książe zachowuje się bardzo luzacko, jest awanturnikiem, poszukiwaczem przygód, jednak w momentach zagrozenia potrafi wziąć odpowiedzialność na siebie, a Elika zaś ma świadomość powagi ich misji, jest spokojna i zrównoważona i tylko nieliczne razy ulega wygłupom Księcia. Cała historia opowiedziana tutaj naprawde wciaga.
Kolejnym plusikiem jest oczywiście polonizacja. Jest to bardzo fajne i coraz popularniejsze ostatnimi czasy zjawisko, że wiele dobrych gier ukazuje się w naszym języku. W przypadku PoP’a brawa za pełną kinową lokalizacje z bożyszczem nastolatek – Zakościelnym w roli głownej. Wypada on w roli Księca bardzo wiarygodnie i miło dla ucha, poodbnie jak Elika oraz reszta aktorów. Bardzo umila to rozgrywkę, staje się ona jeszcze bardziej przystępna, szczególnie dla osób ze słabszą znajomością angielskiego.
Przez wszystkie akapity nie wspomniałem o jakichś rażących błędach, czy zatem mamy do czynienia z grą kompletną? Oczywiście nie, bo jak i wszędzie, tak i tutaj znajdziemy kilka potknięć, bądź kontrowersji. Oprócz omawianej sprawy z “nieśmiertelnością” naszego bohatera, niektórzy mogą przyczepić się do nazbyt natychmiastowej, prostej rozgrywki. Prawda jest taka, że ludzie z Ubsoft Montreal nie poszli w kierunku mrocznego hardkorowego Księcia z past-genowych odsłon, lecz zafundowali nam dużo łatwiej strawną, bardziej pogodną i lajtową opowieść, która ma dawać radość z beztroskiego, przyjemnego zwiedzania świata, a nie z masterowania kolejnych elementów gameplayu. Dla hardkorowców będzie to gra beznadziejna, dla wszystkich szukających wyluzowania i odprężenia między kolejnymi setkami fragów w Gears of War 2 a pochłanianiem fabuly w Fallout 3 – jak znalazł.
Druga sprawa do której można się przyczepić to również nieco uczucie monotonii, które może się wkraść po kilku godzinach zabawy, gdyż na dobrą sprawe rozgrywka opiera się głównie na schemacie “przemierz kraine, pokonaj sub-boss’a, uzdrów krainę, pozbieraj ziarna światła”. Jednak jak wspomniałem wyżej – wszystko zależy od nastawienia. Jednym taki charakter rozgrywki będzie służył za odprężacz bądź zupełnie sie w nim zatracą i zakochają, inni będą narzekać na nudę. Ja ten schemat kupiłem i z przyejmnością odpalałem nowego Prince of Persia dla odprężenia.
Czy można więc tę gre polecic? Z czystym sumieniem tak. Bardzo fajnie poprowadzona historia, z dwójka zapadających w pamięć bohaterów, wykonana naprawde ślicznie, dająca masę przyjemności ze skakania po platformach i będąca właściwie białym krukiem (powrót do oldschoolu) w obecnych czasach. Z drugiej strony jednak nieco schematyczna, dla niektórych zbyt łatwa i przystępna rozgrywka. Jeśli szukasz pięknej, natychmiastowej platformówki – bierz.
Grafika:9 Muzyka:8 Grywalność:9
Ocena: 9
[Aem]






il capitano powiedział/a
Podzielałbym ocenę końcową jednak po ochłonięciu i przypatrzeniu się wszystkim elementom stwierdzam, iż gra zasługuje max na 8. Po dwóch godzinach wiedziałem już o tej grze wszystko. Wiem, że nie powinno się porównywać do trylogii która była zacna, aczkolwiek trzeba mieć jakiś punkt odniesienia.
Jest słabiej, bardziej schematyczniej, prościej. Nie mówię o ratunku Eliki bo czy czarny ekran jest czymś innym? i tak jest restart. Jeden kit, chodzi o całokształt rozgrywki. Ubi poszło na rękę casualom. Coraz więcej szerzy się gier pod tym względem. Średnio mnie to zadowala.
Do reszty zastrzeżeń nie mam ale backtracking mogli sobie darować, IMO najprostsza droga do zrobienia w łatwy sposób wykreowanego świata.
asadat0r powiedział/a
imo slabo mogles sie lepiej postarac
ŁUKASZ13 XBOX360 powiedział/a
Hmmm dlamnie gość fajnie napisał recenzje,Tylko zastanawiem się co kupić Fable 2 CZY Nową Prince of Persie ??
ŁUKASZ13 XBOX360 powiedział/a
a wy co byście kupili ????
Hatefrost powiedział/a
Fable 2 to kicha, pierwsza część dla mnei była dużo, dużo lepsza.
Odnosnie PoP to czekałem z niecierpliwością na tą gre ale po kilku godzinach grania się zanudziłem.
W kółko to samo i co jakiś czas przerwynik zarysowujący fabułe, która wogóle nie wciąga, nie miałem chęci dowiedziec sie co bedzie dalej i wkoncu w połowie gry odłożyłem gre na bok(teraz planuje ukończyc wkońcu gre)
Podobnie miałem z Assassin’s Creed do którego wracałem kilka razy i niestety do dziś nie ukonczyłem.
Patent z Eliką jest jak najbardziej trafny, bunajmniej po każdej śmierci nie tzreba czekać na pojawienie sie Game Over potem klikńąć retry a nakoniec czekać na loading…
Na plusy zasługuje grafika, walki… Minusy też walki – które po mimoże sa efektowne po godzinie juz sie nudzą.
Do tego dochodzi backtracing.
Dla przeciętnego gracza gra bedzie bardzo dobra, dla mnei jest średnia.
No niestety w tej generacji jeszcze żadna gra mnie nie powaliła.
Shinigami powiedział/a
Ech, ludzie to jednak lubią narzekać. Może i nowy PoP prowadzi za rączkę, ale nie zmienia to faktu, że jest grą świetną i naprawdę piękną (nie tylko graficznie). Zdecydowanie jedna z lepszych pozycji zeszłego roku.