Okiem Gracza

Czyli konsole, muzyka, kultura wg Aema

  • ONLINE

  • Kreativ Blogger Awards 2009

    Nintendencja - polskie wersje na konsole Wyróżnienie zostało przyznane mi przez Dźwiękimuzyki
  • Polecane strony

    GameBoy Zone - Recenzje Gier, Arty, Sprzęt i wiele więcej! Retro-Strefa.info - Gry, Filmy, Komiksy. Retro Scena
  • Statystyki

    • 12,567 wejść

Resident Evil 5 – recenzja

Opublikował/a Aem w dniu 14 maj 2009

Wiele jest gier wybitnych, wiele jest gier dobrych. Podobnie ma się rzecz z wielkimi seriami, o których kolejne pokolenia Graczy pamiętają, wspominając po dziś dzień lub kpią z nich przez kolejne lata. Seria za którą latami stoi genialny Shinji Mikami, od zawsze pasowała jak ulał do tego pierwszego szablonu. Mamy obecnie 2009 rok, a Capcom wypluwa na systemy nowej generacji (pomijając Nintendo Wii) kolejną, piątą już odsłonę serii Resident Evil. Pamiętacie pierwszego 32-bitowego zombiaka, mega klimatyczny komisariat, ucieczki przez kilka kolejnych pomieszczeń przed Nemesisem, ciasne przedziały niedokońca normalnego pociągu, czy wreszcie hiszpańską wioskę rządzoną przez miejscową ewidentnie pomyloną ludność? No to jesteśmy w domu.

Akcja piątego Residenta rzuca nas do Afryki, a dokładniej do miasteczka Kijuju. Jak na miejscowość umiejscowioną na Czarnym Lądzie, upał panujący tam jest wręcz namacalny, a sugestywnie oddane realia owych terenów tylko potęgują klimat.

A mówiąc już dokładnie o samej fabule, która przecież od zawsze była w mniejszym lub większym stopniu bolączką serii, tym razem nie jest inaczej. Chris przybywa do Afryki, tym razem działając nie jako członek elitarnej jednostki S.T.A.R.S. lecz z ramienia B.S.A.A, w celu zbadania tajemniczych eksperymentów z bronią biologiczną prowadzonych w Kijuju. Do pomocy zostaje mu przydzielona miejscowa, długonoga, bardzo zgrabna szatynka o niezwykle wydatnych ustach.. khem.. zostaje mu przydzielona miejscowa agentka Sheva Alomar, której rodzice walcząc przeciw miejscowym tyranom, ponieśli śmierć. Obaj stanowią bardzo zgrany duet, nieźle uzupełniający się w akcji. Pisząc jeszcze o założeniach misji, nie mogę nie wspomnieć, że tak naprawde w pewnym momencie akcja zaczyna mieć dla Chrisa drugie dno, który wpada na trop dawnego wielkiego wroga, a także pewnej bardzo ważnej dla niego kobiety.. Więcej nie zdradze, podsumowując wspomnę tylko, że fabuła jest wybitnie “residentowa” z mnóstwem naciąganych dialogów, nielichych absurdów w zachowaniu bohaterów, mimo to jednak wybija się nieco poziomem ponad to co zaserwowano nam przy okazji Resident Evil 4.

Bardzo dyskusyjnym i spornym elementem RE5 była mechanika rozgrywki. Muszę wspomnieć o tym już na samym początku, gdyż jest to kluczowa sprawa dla gameplayu. Jednym (w dużej mierze fanom serii, tudzież mniej wymagającym Graczom) system sterowania, pewne niuanse i ograniczenia jakie niesie za sobą rozgrywka przypadnie do gustu i będą rozpływać się nad nowym Residentem nad wyraz. Drugim z kolei (malkontentom, ludziom bez “residentowej przeszłości, tudzież po prostu Graczom z odmienną wizją gry) owa mechanika nie podejdzie.

A o co tak właściwie chodzi? Już tłumacze. Przede wszystkim należy wspomnieć o poruszaniu się. Otóż wzorem wszystkim poprzednich części RE, tak i w “piątce” w momencie oddawania strzałów, nie możemy ruszać postacią. W praktyce wygląda to po prostu tak, że albo biegamy, albo strzelamy. Koniec kropka. Ta druga grupa Graczy w tym momencie popuka się w czoło, przyklejając RE5 łatkę “archaicznej”, z kolei Ci pierwsi łykną owy feature i nie będą mieli żadnych problemów z przystosowaniem się do gry.

Druga, ważna sprawa to typowo residentowe ograniczenia, które nawet fanów, zważywszy na to, że mamy obecnie 2009 rok, będą potrafiły solidnie zdenerować. A chodzi mi tutaj o niemożność wyskoczenia przez okno, którego użycia nie przewidzieli dla nas programiści, podobnie rzecz ma się z brakiem możliwości wchodzenia na przeróżne kładki, podesty, podwyższenia, jeśli tylko.. tak, tak, jeśli tylko programiści nie oddali nam takiej możliwości do dyspozycji. Zamykając temat braków w mechanice gry, dorzucić należy jeszcze 2 rzeczy. Po pierwsze bardzo denerwujące “niewidoczne ściany” tj. brak dostępu nawet do miejsc, a których nie stoi żadna przeszkoda, a blokuje nas no właśnie – “niewiedzialna ściana” A po drugie, z jednej strony dobrze pomyślane i zorganizowane menu, z drugiej jednak nie zawsze funkcjonujące tak jak powinno. Często musimy żonglować przedmiotamia, wymienając je z Shevą, po to by zmieścic w kieszeni paczkę naboi lub inny malutki drobiazg.

Wszystkie te rzeczy z dwóch poprzednich akapitów, po prostu irytują. I usprawiedliwienie tych niedoróbek jako, jak to już nazwałem “residentowe smaczki” jest wg mnie zupełnie nie na miejscu! Nie w grze, która wyprodukowana została na potężne konsole obecnej generacji, przez speców wyspecjalizowanych w swojej robocie od lat! I już napewno nie w obecnych czasach, gdy od obecnych gier wymaga się coraz więcej swobody i ukłonów w stronę realizmu. A szukanie drabiny, mimo iż tuż pod nosem mamy stertę podestów, które doprowadzą nas do porządanego celu, uważam za najlepsze podsumowanie tego. Koniec kropka, zamykam ten temat, stawiając przy nim duży znaczek “minus”.

Resident Evil 5 to wg mnie jednak naprawde dobra pozycja. Czas więc wymienić kilka pozytywów, które zaobserwowałem w trakcie rozgrywki.

Po pierwsze pochwalić muszę dość kontriwersyjną decyzję, o wprowadzeniu do głównego scenariusza, ba! na opraciu głównego scenariusza o kooperację z drugą postacią kierowaną przez konsolę, kumpla siedzącego obok (split screen) czy osobnika z drugiej strony świata (XBL) Mimo, iż nieco nadszarpnęło to nieco klimat przedzierania się samemu przez kolejne mroczne lokacje, na rzecz często radosnej jatki z wieloma przeciwnikami naraz, uważam to posunięcie za bardzo dobre. A strata w postaci zdeptanego nieco klimatu, to wg mnie dość nietrafne stwierdzenie, gdyż klimat horroru, walki o przeżycie, zaszczucia, przeminął wraz z RE2. Wracając więc do kooperacji, to wypada ona świetnie. Sheva kierowana przez konsolę postępuje bardzo mądrze, prowadząc inteligentną wymianę ognia, ratując apteczkami, czy sygnalizując w porę niedobór amunicji. Nasza towarzyszka ma wg mnie całkiem dużo oleju w głowie i często pomaga znacząco w przeprawie przez kolejne atrakcje, nieznacznie się gubiąc bądź nienadążając w pewnych momentach, jednak takie rzeczy mają miejsce bardzo sporadycznie. Ogólnie mówiąc więc, za kooperacje panowie z Capcom mają u mnie duży plus – bardzo pozytywnie wpłynęło to na nieco odświeżenie w gameplayu.

Odświeżeniu uległ także image Chrisa. Jeśli pamiętasz niepozornego chłopka z remake’u pierwszego Residenta na GC, dobrze wiesz o czym teraz prawię. Nasz bohater zyskał nieco tkanki tłuszczowej, jego łapy są standardowej wielkości jak u innych twardzieli świata gier wideo, czy filmów. Zostając już przy wykonaniu i wrażeniach wizualnych, nie sposób nie wspomnieć o niesamowicie wysokim poziomie graficznym. W tej kwestii nowy RE stawia poprzeczkę innym tytułom bardzo wysoko. Mamy do czynienia po pierwsze z bardzo szerokim wachlarzem miejscówek które podczas swojej przygody odwiedzimy – zaczynając od ulic afrykańskiego miasteczka, przez jaskinie, jeziora, laboratoria, magazyny, statki, a i to jeszcze nie wszystko! Design poszczególnych miejscówek jest kapitalnie pomyślany, wzorowy bump-mapping, a także świetna gra świateł urzekają! Naprawde warto czasem zatrzymać się na chwilkę by popodziwiać uroki miejscówek, i piękne widoki które nam one nierzadko oferują. Cudo.

W nowym RE ma miejsce kilka mniej lub bardziej spektakularnych powrotów. Począwszy od dwóch postaci, o których wspomniałem gdzieś wyżej, aż po jeden, ale jakże miły powrót w bestariuszu. Oprócz standardu dla serii, tj. przeciwników w postaci zarażonych różnym ustrojstwem ludzi, również w wersji z piłą mechaniczną i z torbą na głowie; pająków; ptaszydeł, obowiązkowo mutujących kilkakrotnie maszkar, aż po lickery. No właśnie lickery. Pamiętasz słynną scenkę z powoli łążącym po suficie lickerem w komisariacie (RE2)? Jeśli tak to wiesz o jakim typie przeciwników tutaj mówię, jeśli nie – czekają Cię kolejne, jakże miłe pojedynki, drogi Czytelniku:) A co do normalnego “mięsa armatniego” to trzeba oddać twórcom z jednej strony brawa za inwencję – czarnoskórzy mieszkańcy Kijuju, przentują się bardzo wiarygodnie jak na zarażonych wirusem opętańców. Tłum zachwouje się bardzo podobnie jak w RE4 i trzeba powiedzieć, że ich rola została świetnie oddana.

Wspomniałem już o RE4.. No właśnie. Główny grzech Resident Evil 5 to wg mnie własnie zbyt duże oparcie gry o poprzednią odsłonę co bardzo naprawde widać już nawet grając w demo. Postacie są animowane bardzo podobnie, dość powiedzieć że mają bardzo wiele tych samych animacji po otrzymanych kilku kulkach, tudzież atakując. Skalkowane są na żywca koncepty miejscówek. Wyobraź sobie moje zdziwienie gry wtargnąłem do obozowiska jak żywego przypominające to z RE4 (miejscówka z dwoma kobietami z piłami atakującycmi równocześnie) Nie podoba mi się dość bardzo ten element i za zrobienie RE5 na baaardzo mało zmienionym (właściwie tylko podciągniętym kosmentycznie z kilkoma oczywistymi przebudowami) szkielecie gry z części poprzedniej, Capcom ma u mnie dużego minusa.

Co jeszcze dodać, aby przedstawić obraz RE5 jak najlepiej..? W zasadzie wystarczy tutaj wspomnieć, że to w końcu Resident Evil. Z jednej strony schematyczny, ograniczony, o przytępawej momentami fanule i zasadach rządacymi światem (“szukałem Cię przez cały czas, miałaś już nawet nieżyć, a teraz Cię odnalazłem, no ale cóż.. Muszę iść dalej ratować świat, uważaj na siebie, cześć!”) Ale z drugiej strony to kapitalna, napakowana akcją przygodówka. Tak, tak.. określanie nowego RE mianem survival-horror’u, już od około 3-ciej części serii przestało mieć sens.

Aby podsumować więc mój wywód, posłuże się pewnym porównaniem. Jeśli Resident Evil 5 oceniać przez pryzmat gry przygodowej, z dużą dozą strzelania, wspinania się po platformach, rozwiązywania paru zagadek i opierającej się w dużej mierze na elementach zręcznościowych (QTE!) – mamy przed sobą naprawdę kozacką gre, która bez problemu odstawia daleko inne tego typu pozycje. Jeśli jednak patrzysz na RE5 jako na kontynuację wielkiej sagi, na kolejną część której czeka się latami, kolejno obgrywając dawne gry z serii, i oczekujesz tutaj połączenia klimatu RE, jego największych zalet wraz z rzeczami które powinien zawierać w sobie hit na miare obecnych gier z tego gatunku – to możesz mocno się rozczarować. Ja, który uważam się za umiarkowanie-dużego fana serii (RE1-RE4 zaliczone), to nieco się rozczarowałem. Rozczarowałem się bo zaliczam się do tego drugiego grona osób, dla których każda kolejna, pełnoprawna część RE to wielkie wydarzenie. I tak jak również to napisałem, mimo to nie uważam Resident Evil 5 za złą grę. Po prostu rzemieślnicza robota, kolejna cegiełka w murze serii, ot co.

Grafika:9+ Muzyka:8 Grywalność:9

Ocena: 8+

[Aem]

Odpowiedzi: 3 do “Resident Evil 5 – recenzja”

  1. Störungsquelle powiedział/a

    To juz piata czesc wyszla?

  2. Aem powiedział/a

    jak widać

  3. Kochatak Group powiedział/a

    Odniosę się nie tylko do części V, ale ogólnie do pewnego podziału stare (1,2,3,Veronica) i nowe (4,5).
    Zarówno 4 jak i 5 część to gry świetne, ale to już nie jest Resident Evil – wdrożono dużo świetnych nowych pomysłów (np nowe zombie itd) ale pomysły te zmieniły grę na tyle, że nazwa stała się już właściwie tylko chwytem marketingowym. Do gustu średnio przypadły mi elementy takie jak pływanie łodzią i spychaczem (4) czy też ciężarówką (5). Tak samo wspomniane absurdy z omijaniem przeszkód – wszystko prawda.

    IMHO seria mogłaby zostać podzielona na te idące z duchem 4 i 5 (walka z “inteligentnymi” “opętanymi” ludźmi) oraz na powrót do korzeni, na stare powolne zombie (gdzie liczy się ilość, a nie jakość).

    Co do fabuły – pamiętam jak dziś charakterystyczną gestykulacje, która mimo iż absurdalna miała swój swoisty urok. Niestety pod tym względem seria stanęła w miejscu – fabuła wciąż jest tylko pretekstem – kiedyś tak to nie raziło (gra miała swój klimat, oddziaływała czymś innym) dziś historyjka o wirusach/insektach po prostu nie pasuje do ogólnej stylistyki gry i jest naciągana do bólu.

    To w zasadzie wszystko – oczywiście nie zrozumcie mnie źle – RE to świetna gra, ale ten tytuł jest na przyczepkę.

Dodaj komentarz

XHTML: Możesz skorzystać z tych etykiet: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>