WET
Wet. Zakładając, że znasz znaczenie dosłowne tego słowa, a mianowicie “mokry” – z czym skojarzysz je, mając na uwadze, iż główna bohaterka nowej gry prosto of Artificial Mind and Movement, to ostra, ponętna i naprawde gorąca laska? No tak, oboje, Czytelniku, wiemy jakie będzie skojarzenie wielu Graczy:) Tak więc na początek małe wyjaśnienie – Otóż “Wet” znaczeń potocznych w języku angielskim ma bardzo wiele. I tak, oprócz kilku dosłownych, owo “wet” wiązać możemy chociażby z paleniem marihuany, podniecaniem kobiety, czy… zabijaniem. I właśnie na tym ostatnim skupmy się, gdyż to słowo “zabijanie” jest kluczowe wobec tego co czeka na nas grając w Wet.
Główna bohaterka gry, wydanej przez nie byle kogo bo firmę Bethseda Software, to Rubi Malone, w której postać w grze wcieliła się znana osobistość filmowa – Eliza Dushku. Rubi, o nienagannej figurze, wyglądzie, i niewyparzonym języku, jak przystało na wystrzałową (dosłownie) kobietę zajmuje się dosyć niecodziennym fachem, a mianowicie – jest płatną zabójczynią. Ot, przyjmuje zlecenia na daną głowę, tudzież przedmiot i za wszelką cenę, podejmując przy tym wszelkie możliwe środki, dąży ona do celu. I tutaj właściwie zaczyna się rola Gracza, któremu to przyjdzie objąć kontrolę nad główną bohaterką. Autorom bardzo zależało na oddaniu jej osoby, jako bezkompromisowej kobiety, dla której zabijanie to chleb powszedni i jedynie środek do osiągnięcia wyższego celu. Trzeba przyznać, iż Rubi traci przez to nieco na “ludzkości” a co za tym idzie – ciężko się z nią identyfikować, lecz owa nonszalancja i lekkość zabiajnia wyraźnie są efektem zamierzonym przez developera. Tak więc, otrzymujemy naprawde ciekawą i dynamiczną bohaterke, doskonale wygenerowaną dla środowiska, w którym będzie jej dane się poruszać.
Sama gra zaś, jak sugeruje już jej wstępna charakterystyka, to rasowy shooter z widokiem z perspektywy trzeciej osoby – tak więc znakomitą większość wydarzeń na ekranie dziejących się podczas 12 rozdziałów, obserwujemy zza pleców naszej bohaterki. Czy na czymś więcej, oprócz zabijania wrogów i dobierania się do głównych celów naszych zadań, polega tu zabawa? Hmm… Właściwie nie. Tak więc, większość czasu poświęconego temu tytułowi spędzimy na beztroskiej wymianie ognia z kolejno pojawiającymi się hordami przeciwników, zazwyczaj pełniących rolę a)mięsa armatniego b)ludzi tego postawionego wyżej kogoś, którego to przyjdzie nam sprzątnąć. Zainteresowany?

Tak, czy nie – musisz wiedzieć, iż całą grę budują tutaj trzy główne czynniki, bez których to Wet byłby totalnie nudną i bezpłciową strzelaniną. Po pierwsze, jak już wspomniałem wyżej – główna bohaterka o niecodziennym usposobieniu i z charakterkiem, wyrzynająca w pień kilkanaście osób na minutę, do tego dorzucając obowiązkowo ostry język i zachowanie. Po drugie – luzacka otoczka gry, na myśl przywodząca jako pierwsze skojarzenie definitywnie filmy “Kill Bill” od Q. Tarantino. Wszak podobnie jak w obrazach kinowych tego utalentowanego pana, tak i w Wet – akcja, klimacik i cała otoczka są niemal identyczne, co więcej – i tu, i tam główną rolę odgrywa bezwzględna i brutalna kobieta. A co buduje ową otoczkę, dzięki której Wet punktuje na tle innych gier z tego gatunku? Z pewnością bardzo fajnie dobrana ścieżka dźwiękowa, która dynamicznie wchodzi w momentach wzmożonej akcji i bardzo dobrze komponuje się z wydarzeniami na ekranie, dynamika rozgrywki, a także cała mechanika gry, która mocno stylizowana jest z resztą na starodawny film (ciągłe migotanie obrazu, charakterystyczne kropki pojawiające się w trakcie gry na ekranie, czy efekt “przewijania taśmy” w przypadku zgonu). To wszystko przywodzi na myśl dobrze zrobiony, nieco oderwany od realizmu, cholernie szybki i szalony film akcji. Do fanów podobnych klimatów napewno to trafi. Trzeci punkt główny, którym bryluje Wet to baaardzo często wałkowany już patent, na który swego czasu panował wręcz swoisty boom w strzelankach, tj. bullet-time. Trzeba przyznać – tutaj wypada to całkiem nieźle, choć z czasem zaczyna nużyć. Dlaczego?
Otóż dlatego, iż twórcy gry postanowili uczynić z owego trybu sól całej gry i jedyny słuszny sposób na kończenie wszelakich potyczek zwycięsko. Postawiono bowiem przed nami całkiem ciekawy system walki, tj. wchodzenie w tryb bullet-time, z obowiązkowym slow-motion, na kilka różnych sposobów. I tak – Rubi może wykonać efektowny ślizg na kolanach, w trakcie którego załatwiać będzie kolejnych wrogów (broń palna w odmianie kilku sztuk, a także katana – dająca świetne efekty) bieg po ścianie, bądź zwykły skok przed siebie. Wówczas własnie załącza się owy bullet-time i z precyzją możemy zdejmować kolejnych wrogów. Nacisk położono tutaj na akrobacje – tj. prowadzenie walk w efektowny sposób i łączenie ze sobą kolejnych technik w całe combosy, które są oczywiście dodaktowo punktowane. Miło. Sama idea owego rozwiązania jest więc bardzo interesująca i sprawdza się satysfakcjonująco w praniu, lecz jeśli popatrzymy na to z tej strony, iż to jedyny sensowny sposób na prowadzenie walk i wymiany ognia w przeciągu całej gry – wówczas robi się już niestety nieco nudnawo.
Wet od strony audio-wizualnej prezentuje się nieciekawie. I o ile warstwa dźwiękowa gry wypada całkiem dobrze, przyjemnie dla ucha towarzysząc wydarzeniom na ekranie, tak design i wykonanie graficzne wypadają blado. Postacie są kanciaste i mało ludzkie, jakby żywcem wyciągnięte z czasów PS2, kolejne miejscówki zaś, które odwiedza Rubi, są bardzo ograniczone i pociagnięte zupełnie bez jakiegokolwiek kunsztu i pracy. Wszelkie przedmioty i otoczenie wykonane jest bez polotu i zdecydowanie nie przywodzi na myśl tego co w temcie grafiki może wygenerować PlayStation 3. Ogólnie mówiąc nie wygląda to zbyt dobrze i na myśl przywodzi właśnie średnio wykonane tutuły z poprzedniej generacji konsol. Architektura leveli jest bardzo prosta i nie powala jakimkolwiek rozbudowaniem
Skoro od pozytywów, prześlismy już do negatywów – czas zacząc wymienianie wad tej produkcji, bo tych Wet ma jednak nieco. Przede wszystkim, grzechem głównym tego tytułu jest ogromna schematyczność właśnie, a także archaizm. Co do pierwszego zarzutu, poparcie argumentami będzie proste, mianowicie, cała (należy dodać – skopana) mechanika rozgrywki opiera się na systemie – “przebij się przez kolejne pomieszczenie, sprzątnij wszystkich wrogów i zmierzaj dalej, aby powtórzyć pierwsze dwie czynności” Nieco ubogo to brzmi, nieprawdaż? Co jednak najgorsze – to nie tylko tak brzmi, lecz rzeczywiście wygląda. Oczywiście, co jakiś czas wprowadzane sa
urozmaicenia typu jatka na autostradzie, prowadzenie walki podczas spadania z samolotu, tudzież momenty, gdy Rubi zapada w szał zabijania, a ekran zalewa czerwony kolor, naktórym odznaczają się jedynie czarne sylwetki przeciwników. Owszem – podobnie jak system prowadzenia walki, tak i te zagrywki wyglądają na pierwszy rzut oka efektownie, lecz na dłuższą metę nie okazują się żadną rewelacją.
Kolejny grzeszek Rubi, to wspomniane wcześniej archaizmy, które totalnie rozkładają rozgrywkę. No bo jak inaczej można się odnieść do całkowicie liniowej rozgrywki, małych ciasnych i szaro-burych leveli, niewidzialnych ścian, w zdecydowanej większości niezniszczalnego środowiska, tępych jak but przeciwników, przygłupiej kamery, czy sztywnej, zupełnie nie realistycznej i nie dającej się wyczuć mechniki rozgrywki i sterowania postacią
?Wymieniłem wszystkie wady jednym tchem, gdyż nie ma sensu rozwodzić się nad każdym z nich. Po prostu takie ograniczenia, jakie narzucił na Gracza developer, u schyłku 2009 roku i w obecnej, 7. generacji konsol nie powinny mieć miejsca! Sytuacje z błędami i niedoróbkami ratuje tu nieco fakt, iż te bywają niekiedy zwyczajnie… zabawne. To jedyne określenie jakie potrafię znaleźć, widząc postać przeciwnika, który stoi nieruchomo i nie reaguje na moje strzały, które notabene przyjmuje on na siebie, by po pewnej, określonej ilości naboi, któe go trafią nagle paść jak ścięty. Naprawdę kardynalnych błędów jest tutaj dużo, a dodając do tego wszechobecną schematyczność i nie ukrywajmy się – brak większej głębi, wówczas widać, że położyło to zupełnie całą grę.
Wet, do najgorszych gier jednak nie należy, a to przede wszystkmi właśnie za sprawą braku głębi. O co biega? Otóż proste – niektórzy Gracze, nie wymagają po prostu od gier wielkiego rozbudowania i siadają do konsoli, aby beztrosko spędzić czas i odstresować się, chociażby strzelając sobie w zwolnionym tempie do przeciwników, a brak jakichkolwiek puzzli, czy złożonych algorytmów w rozgrywce zupełnie im nieprzeszkadza. Dla takich właśnie osób Wet będzie napewno niezłą grą, wszak jest to tytuł prosty i nieskomplikowany, całkiem nieźle spisujacy sie w roli “odstresowywacza” na wieczór. Kolejny plusik, to również główna bohaterka, której image “zimnej suki” z pewnoscią przypadnie do gustu. Dodać należy do tego wspomniane wyżej, pozostałe wyróżniki Wet – a więc nienaganny, szybki i dynamiczny klimacik, a także ciekawie mimo wszystko rozwiązany system wymiany ognia.
Czy jednak owe plusy i minusy wymienione wyżej się balansują? Otóż, niestety nie i przez to tytuł ten wypada raczej bardziej na minus, niż na plus, wszak negatywy są o wiele cięższej wagi, niż te dobre strony. I o ile, Wet, jako gra na Wii, przy którym przysiadują w lwiej większości casualowcy, sprawdziłaby się pewnie całkiem nieźle (a przy tym sprzedała kilka razy lepiej niż na PS3) tak oceniając ją przez należyty pryzmat, tj. normalnego, pełnoprawnego shooterka TPP, ktory w założeniu dostarczyć ma masę zabawy na wysokim poziomie – czeka nas raczej spory zawód. Czeka na nas masa skryptowanych, schematycznych akcji, a także silący się na tanie efekciarstwo gameplay, który pod powłoką atrakcyjnej rozpierduchy dla każdego rządnego ostrej akcji Gracza, kryje wewnątrz programistyczną biedę i nie ma wiele do zaoferowania. Niestety, ale Wet nie wybronił się sam, i jeśli jest coś co może mu pomóc w sprzedaży w gorącym okresie zimowym, kiedy to na półkach obok zalegać będzie m.in Assassin’s Creed II, czy Uncharted 2, to jest to jedynie urokliwa twarz Rubi spoglądająca na nas z pudełka. Potencjał był, skończyło się jednak słabo.
Grafika:6 Muzyka:6 Grywalność:6
Ocena: 5+
[Aem]


